06 lipca

Z nieba do piekła i prawie z powrotem





Nad naszym życiem w Barcelonie rozpływałam się nie raz na łamach tego bloga, a wcześniej na blogu Barcelona z dzieckiem. Wszystko, co piękne szybko się kończy, a lądowanie było wyjątkowo bolesne. Powody oczywiste to utrata Hiszpanii, Katalonii, jedzenia, pogody, ludzi... Można tak wymieniać długo, ale było coś jeszcze.


W naszej holenderskiej rzeczywistości wylądowaliśmy (przez przypadek) w miejscu, które dla wielu byłoby być może spełnieniem marzeń: domek na przedmieściach Hagi, ogródek, cisza, spokój, śpiew ptaków i ogrom zieleni wokół. Brzmi to być może pięknie, American dream na holenderskiej ziemi, a jednak chyba jeszcze nigdy w życiu nie czułam się tak bardzo nie na miejscu i tak bardzo samotnie. Dziś po raz ostatni pojechałam zabrać elementy naszego majątku (czyt. stara miotła, zepsuta suszarka na pranie i kilka doniczek) i kiedy z okien samochodu patrzyłam na te wszystkie domki na uboczu zatopione w zieleni, wykrzykiwałam do siebie w samochodzie:
- yes, yes, yes, to już nie jest moje życie!!!!

Zieleń i cisza są przyjemne, naturę kocham, ale przede wszystkim tak bardzo tęskniłam tam za życiem, po prostu życiem. Uwielbiam wyprawy weekendowe na łono natury, ale na codzień chcę rano "w kapciach" zejść po świeże bułki, zamówić kubek kawy na wynos, spontanicznie wyskoczyć do kina z dziećmi, czy pobiec kupić kalosze, kiedy dziecko sobie przypomni:
- Mamo!!! Jutro na wycieczkę szkolną potrzebuję kalosze!
I wreszcie mogę pozytywnie odpowiedzieć na prośbę:
- Mamo, chodźmy na chwilę do muzeum. 

Nasz dom oddalony był od centrum Hagi o 10 km, ale to był dystans, który dzielił nas od życia. Wszyscy powtarzali, że z dziećmi trzeba mieszkać w domku z ogródkiem, żeby mogły się bawić. Wszystko pięknie, tyle, że każda rodzina zamknięta jest w swoim domku i ogródku. W Hadze ogródka nie mamy, ale za to jest tętniący życiem plac zabaw, prawie jak w Barcelonie (znajdź 5 różnic ;) ), zresztą dominującą narodowością są Hiszpanie. I czy nie lepiej jest wyjechać na weekend w ardeńską puszczę, zamiast z piłą ciąć żywopłot w ogródku, czy pielić grządki. Nagle wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

W naszej miejscowości mieliśmy deptak ze sklepami i restauracjami, tyle, że w niedzielę świecił pustkami, wszystko było zamknięte, a mieszkańcy miasteczka pilnowali swoich domostw. I z jaką radością teraz chłonę kulinarne życie Hagi. To jaka dziś restauracja, meksykańska, tajska, libańska czy koreańska? Mamy tylko 30 minut? Ok, wystarczy. Nagle kawa ze znajomą nie wymaga wczesnego planowania. Straciłam tylko posadę, którą zapewne wkrótce bym objęła na dobre kilka lat: nadwornego taksówkarza dzieci. Już nie trzeba będzie rozwozić dzieci samochodem na balet, judo, basen, urodziny kolegi. 

A powiem Wam jeszcze w tajemnicy, że w Wassenaar, gdzie mieszkaliśmy, rezyduje król Niderlandów z rodziną. Ale i on też chce pójść w nasze ślady i przeprowadzić się do Hagi. I wcale mu się nie dziwię! Jednego będzie  mógł nam pozazdrościć: widoku z 18 piętra. OK, Barcelona to nadal nie jest, ale i tak jak przyjemnie jest wieczorem zasiąść na kanapie i patrzeć na rozżarzony światełkami Rotterdam w oddali, sącząc kieliszek czerwonego wina. Ba, a z balkonu zobaczyć mogę morze i statki czekające na redzie.

Drogi żywopłocie za oknem w ogródku w Wassenaar, nie będę za Tobą tęsknić!

P.S. Żywopłocie, dzieci też mówią z radością pa pa!

3 komentarze:

  1. Dobrze, że potrafisz jednak znajdować plusy i dobre strony w takich sytuacjach. To nie miejsca sprawiają jak się czujemy. Nieszczęśliwi są wszędzie. W apartamencie z widokiem na Manhattan czy w małej japońskiej wiosce u podnóża gór Kitakami.

    http://brewilokwencja.blogspot.com

    http://brewilokwencja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, ale miejsce czasem pomaga poczuć się szczęśliwszym.

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz calkowita racje. Marze o domku z ogrudkiem na przedmiesciach Hagi ale to tylko w weekend albo w dalszej perspektywie za 10 lat. Dzis doceniam miasto, bliskosc sklepow, restautacji i szkoly.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger