16 sierpnia

Czy warto zamieszkać w Holandii?

Narzekam często na Holandię. Czasem aż sama zaczynam się zastanawiać czy słusznie. Czy z tym krajem jest coś nie tak, czy może to ze mną dzieje się coś złego. Być może powoli staję się aspołeczna, uprzedzona, niemiła. Do równowagi wracam, kiedy widzę artykuł taki jak ten: Netherlands rated most unfriendly country for Expats. Jest on z 2011 roku, myślę jednak, że dużo się nie zmieniło. Miejsce Holandii w rankingu magazynu Forbes bardzo mnie nie dziwi, natomiast najciekawsze dla mnie były komentarze pod artykułem. Z opinii czytelników wyłania się bowiem obraz Holandii, który mam przed oczami (i jak się okazuje, nie jest to efekt moich aspołecznych cech). Jak oceniają Holandię czytelnicy?

1. Holenderska bezpośredniość


Holender mówi wszystko wprost. Dokładnie to, co ma na myśli. Holendrzy bronią się, że są bezpośredni, ale to zwyczajnie brak jakiejkolwiek kultury (nie chcę użyć tu mocniejszych słów, choć same cisną mi się na klawiaturę). Po to po raz n-ty tłumaczymy dziecku, że nie pokazuje się nikogo palcem, żeby później dziesięciolatek nie podszedł do kogoś na ulicy i nie powiedział: 'ale ten pan jest gruby'. Tłumaczymy dzieciom, że słowem można kogoś skrzywdzić tak jak czynem. Ale nie Holendrzy. Tak więc zdarza mi się, że nowo poznany Holender mówi do mnie: 'naprawdę jesteś Polką i mówisz po angielsku????'. To wersja light. Zdarza się: 'naprawdę twój mąż jest Polakiem i nie pracuje fizycznie???? Ale jak to możliwe???'. 


2. Tolerancja?

Holandia jawi się zazwyczaj wszystkim, jako kraj wolności, równości, tolerancji, trawka, coffee shopy, homoseksualiści, imigranci. Nic bardziej mylnego! Polecam lekturę o tzw. pasie biblijnym w Holandii, a spieszę również wyjaśnić, że tolerancja holenderska polega jedynie na pragmatycznym tolerowaniu zjawisk, których i tak nie można zwalczyć. Marihuana nie jest legalna w Holandii, nie jest jedynie nielegalna. I żaden szanujący się Holender do coffee shopu nigdy nie pójdzie. Poza tym w Holandii są dwa oddzielne światy: Amsterdam wypełniony turystami i ekspatami, a z drugiej strony konserwatywna reszta Holandii. Holender również toleruje pewne zjawiska tak długo, jak długo nie powodują one dla niego utrudnień. Czyli tolerują obcokrajowców w sąsiedztwie, ale to na tyle. Nigdy nie będą próbować zawrzeć z nimi znajomości. Jeśli chodzi o tolerancję rasową, to jest z tym bardzo źle. Holendrzy nigdy nie zaakceptują nie-Holnedrów. Może trochę lepiej mają biali ekspaci z krajów europejskich, z jednym wyjątkiem - Słowianie. Niestety, nasza pozycja jest tu bardzo zła i nie będę już wspominać, ile razy z tego powodu spotykała mnie jakaś przykrość i ile razy zdarzało mi się płakać później w poduszkę.

3. Dobre szkoły?

Holenderski system edukacji nieustannie zajmuje czołowe miejsca na świecie w rankingu PISA (OECD). I nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy moje dziecko miałoby przekroczyć próg holenderskiej szkoły. NIGDY. Dzieci są w szkole międzynarodowej, wśród innych ekspatów, płacimy za to dużo i tak długo, jak będziemy w Holandii, tak długo płacić będziemy. A to dlatego, że w holenderskiej szkole obcokrajowiec nigdy nie będzie zaakceptowany przez dzieci i przez rodziców. Nie chcemy skazywać naszych dzieci na ostracyzm i tzw. bulling. 

4. Otwartość?

Przed przyjazdem do Holandii proces dedukcji zazwyczaj tak przebiega: Holendrzy świetnie mówią po angielsku, szybko więc znajdę tam znajomych. Nic bardziej mylnego. Holendrzy nie są zupełnie zainteresowani znajomościami. Komunikować się będą z nami tylko wtedy, kiedy będą widzieć w tym swój interes. 

5. Dobra służba zdrowia?

To temat rzeka. Pewnie jeszcze do niego powrócę, powiem tylko w skrócie, że organizacja, w której pracuje mój mąż nowym pracownikom wręcza przewodnik po służbie zdrowia w Holandii. Na koniec jest zdanie: jeśli nadal po przeczytaniu tej broszury czujesz, że nie jesteś w stanie odnaleźć się w systemie holenderskim, polecamy następujące szpitale w Belgii:.... I tyle na ten temat.

6. Język

Zazwyczaj w momencie, kiedy nauczymy się języka kraju, w którym mieszkamy, otwierają się przed nami nowe możliwości zawierania znajomości i integracji. Tu jeden z ekspatów powiedział mi tylko: nawet nie chcesz wiedzieć, co oni mówią. Czasem nawet bez znajomości języka wiem, w którym momencie żartują sobie ze mnie. I tak jest, że ekspaci żyją w Holandii we własnym świecie. Są szkoły międzynarodowe, kluby, spotkania matek, świetlice. Wspomnieć muszę jednak o dwóch zaprzyjaźnionych rodzinach holenderskich. Małżeństwo emerytów mieszkających za ścianą - pamiętają nasze imiona i imiona dzieci, zawsze zagadną na ulicy. Gwoli sprawiedliwości wspomnieć muszę, że są z okolic Maastricht, a tam podobno Holendrzy mają bardziej ludzką twarz. Druga zaprzyjaźniona rodzina to małżeństwo Holendrów z naprzeciwka. Nawzajem odstawiamy sobie na miejsce kosze na śmieci po wizycie śmieciarki. Raz w miesiącu zamieniamy też kilka słów. Tak dużą otwartość przypisuję temu, że mieszkali przez kilka lat w Prowansji.

7. Współpraca z urzędami

Biurokracja w Holandii jest duża, a urzędnicy bardzo nieprzyjaźni. Na szczęście w większości spraw jesteśmy wyłączeni z systemu holenderskiego, ale i tak zdarzyło mi się, że mimo, iż nie powinnam odprowadzać składek na ubezpieczenie zdrowotne w Holandii, dostałam za ich brak karę. W szczegóły wchodzić nie będę, ale wyglądał to mniej więcej tak: stwierdziliśmy, że nie płacisz składek, więc zapłać karę 1000 euro. Być może jednak jesteś niewinna, więc udowodnij to, a jeśli uznamy, że tak jest, możesz wystąpić o zwrot tej kary. Były przesłuchania, pełnomocnicy itp. i po roku ostatecznie pieniądze odzyskaliśmy. Ale konstrukcja: płać, a później udowadniaj niewinność jest dla mnie skandaliczna.

W celu dalszych badań nad społeczeństwem holenderskim polecam lekturę komentarzy pod wspomnianym wyżej artykułem. Ja wylałam tu trochę swoich żali i zapewniam również, że nie jest tak, że narzekam, ale mieszkam. Robimy teraz dużo, żeby znaleźć się w szczęśliwszym kraju. Innym natomiast polecam, żeby przed decyzją o przeprowadzce do Holandii zaczerpnęli sporo informacji. Nie wszystko złoto, co się świeci. Nie w każdym zamożnym kraju żyje się szczęśliwie.



8 komentarzy:

  1. Dopiero teraz przeczytałam Twój wpis. Zgadzam się z częścią Twoich spostrzeżeń. Zresztą część sama ostatnio opisałam (http://allochtonka.blogspot.com/2015/11/do-czego-sie-nigdy-nie-przyzwyczaje-w.html). Ale wielu spraw nie odbieram tak dramatycznie. Holendrzy rzeczywiście nie za bardzo lubią imigrantów, ale rasizmu ze względu na kolor skóry raczej nie widzę. Raczej ze względu na "naszość" i "nienaszość". Osoby pochodzące z Surinamu czy Indonezji są akceptowane bez zastrzeżeń. Ale przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej nie - tyle że z powodu ich braku chęci do asymilacji. Ci, którzy się zasymilowali są "nasi". Oczywiście mam na myśli rzeczywiście asymilację, nie integrację - tego oczekują Holendrzy. Niestety. Co do nas, Polaków - też spotykam się ze stereotypami, a nawet uprzedzeniami, ale mam wrażenie, że są związane z brakiem wiedzy (czyż Polacy nie mają takich uprzedzeń?). Ci, co znają Polaków osobiście zachowują się w porządku. Co do szkoły, zupełnie nie wiem, dlaczego dzieci nie miałyby być akceptowane. Moje są bez zastrzeżeń. Jasne, że inność wzbudza ciekawość, ale zwłaszcza wśród dzieci tak to jest. W każdym razie holenderskie szkoły polecam. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wpis faktycznie pisałam po jakimś kolejnym przykrym spotkaniu z Holendrami, musiałam się jakoś "wyładować" ;) Mam zresztą całą kolekcję wersji roboczych postów, których nie opublikowałam, ale które piszę pod wpływem jakiegoś zdarzenia. Tak "ku pamięci".

      Przyjeżdżałam do Holandii z nadzieją, że będzie nam się tu dobrze mieszkać, ale po kilku dniach miałam już dość. I to, że jestem inna nie przeszkadza mi, ale poczucie, że zawsze będę obca już tak. A tak jest dla mnie w Holandii. Po ponad dwóch latach nie dorobiłam się żadnego holenderskiego znajomego (kurtuazyjna wymiana grzeczności z sąsiadami nie liczy się). Rzeczywiście, pewnie jest tak, jak piszesz na Twoim blogu, że mieszkając w Holandii najlepiej byłoby się do nich upodobnić, zacząć zmieniać i rozumieć ich mentalność. Tylko ja z wielu rzeczy nie chcę rezygnować, nie chcę zamykać się też w czterech ścianach domu, a tak mi się trochę jawi życie przeciętnego Holendra. Teraz mam tu znajomych, życie towarzyskie może nie idealne, ale jakieś udało nam się zorganizować, tyle, że żyjemy w świecie "ekspatów". I boję się, że nasze dzieci będą dziećmi "trzeciej kultury", bez więzów z krajem, w którym mieszkają.

      Co do szkół, to wiele się nasłuchałam o trudnej integracji, ale też o bullingu, dlatego nasz synek trafił od razu do szkoły międzynarodowej. Może nie wszędzie tak wygląda, ale zaufałam znajomym. Zresztą, może to zbieg okoliczności, ale jedyne incydenty z przemocą w "nursery" były z udziałem małych Holendrów. Córeczkę wysłaliśmy do lokalnego 'peuterspeelzaal', kończy go w tym tygodniu i po dwóch latach ani jednej holenderskiej matki nie poznałam bliżej niż na dzień dobry. Chodziłam też na wszystkie akcje "dekorujemy przedszkole" czy "sprzątamy przedszkole", ale zawsze wracałam z nową znajomą "ekspatką".

      Nie myślę więc, że tu nie da się żyć, ale mam poczucie, że nie do końca tu pasuję. Czuję się trochę jak nieproszony gość, który jest tolerowany, ale na tym koniec. I gdybym to wszystko wiedziała przed przeprowadzką, pewnie dalej siedzielibyśmy w Hiszpanii. Za późno przeczytaliśmy "The Undutchables" :)

      Usuń
  2. Nie zgadzam sie sie z Toba,
    Z jednej strony piszesz - mieszkac w Holandii, to sie powinnas do nich upodonic, zaczac zmieniac i zrozumiec ich mentalnosc. z tym sie zgadzam!
    Ale czemu przyjezdzajac tu nie robiac "tego" czujesz sie obca, z jednej strony chcesz byc jedna z nich , a z drugiej nie chcesz sie dostosowac, czemu ty i dzieci zyjecie w swiecie " Ekspatow' a nie zyjecie z Holendramii i ich mentalnoscia i ich zwyczajami. Jezeli poslaliscie dzieci do szkol miedzynarodowych to coz sie dziwicie, ze zyjecie w swiecie ekspatow - chyba tego chcecie, a za pare lat wyjedzecie do innego kraju. Ja przyjechalam z mezem do Holandii w 2004. Urodzily nam sie tu 3 dzieci, a na Holandie, a tym bardziej na szkoly holenderskie nic zlego nie moge poieiedziec. Trzeba znalezc dobre szkoly w dorych, holenderskich dzielnicach.
    Pozdrawiam,
    Izabela z Hagi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że właśnie o tym pisałam, że nie chcę się do Holendrów upodobnić, bo pod wieloma względami nie podoba mi się jak funkcjonuje to społeczeństwo. Przyznaję, przed przyjazdem o wielu rzeczach nie wiedziałam, a w wiele pewnie bym nie uwierzyła. Ale staram się właśnie o tym pisać na blogu, że mimo, iż to bardzo bogaty kraj, to niekoniecznie żyje się tu dobrze. Bo to zamknięte społeczeństwo, zawsze jest się 'tym obcym', oni nie dążą do spotkań czy przyjaźni, szczególnie z przybyszami. Przez 3 lata próbowaliśmy 'wrosnąć' w życie małego miasteczka, ale poddaliśmy się. Mieszkamy też teraz w Hadze i chyba za to lubię to miasto, że jest tak mało holenderskie. I tak, skorzystam z pierwszej okazji, żeby przeprowadzić się do kraju, gdzie będę miała szansę stać się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, a szczególnie moje dzieci. Zresztą, ostatnio HSBC opublikował ranking jak się żyje obcokrajowcom w poszczególnych krajach. Wyłączając kryterium ekonomiczne, w Europie nr 1 to Hiszpania, a Holandia sporo dalej i spada z roku na rok. I podpisuję się pod tym dwoma rękami. I tak, jedynym rozwiązaniem dla mnie jest przetrwać czas w Holandii wśród ekspatów, a później nie popełnić już takiego błędu przy wyborze kolejnego kraju.

      Usuń
  3. Bardzo sie z Toba zgadzam Ewo i zupelnie nie rozumiem komentarza nawolujacego do '' upodobniania'' sie do Holendrow..Do czego? Nieuprzejmosci, arogancji i chlodu emocjonalnego?
    Znam rowniez wiele zalet moich znajomych Holendrow i z nich chce czerpac ale tak czy inaczej nie zamierzam sie do nikogo upodabniac.
    Zyjemy w Europe, pewna podstawa naszej kultury jest podobna i to wystarczy.
    Oczekiwania Holendrow odnosnie tzw.asymilacji sa w moim mniemanu proste( zwlaszcza dla Polakow czy innych Slowian): ciesz sie ze pozwalamy Ci tu byc a jak Ci sie nie podoba to wracaj skad przyszedles..
    nigdy przenigdy nie mow ze cos Ci sie nie podoba.Jako ekspat nie masz prawa.
    Moj maz jest holendrem- takze z pierwszej reki moge zauwazyc roznice kulturowe pomiedzy nami.
    Przeprowadzilqm sie tu z Niemiec i do dzis ciezko mi sie odnalezc w ich mentalnosci- a mowie plynnie po Holendersku i urodzilam tu dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że się ze mną zgadzasz. I też myślę, że w tym przypadku znajomość języka w niczym nie pomaga, bo ze strony Holendrów nie ma dobrej woli, zawsze będzie podział na "my Holendrzy" i "ci obcy".
      Trochę smutne, ale już przyjęłam to do wiadomości (co nie znaczy, że się z tym zgadzam, tylko raczej unikam kontaktu z Holendrami).
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Hej - wpadłam z wyszukiwarki Google po wpisaniu "mieszkam w Holandii" - chciałam się właśnie dowiedzieć jak tam jest pod względem spraw nieoczywistych, wynikających z doświadczenia raczej niż medialnych frazesów typu "super tolerancja, trawka, kochają Europejczyków" itp. Prowadzę bloga trochę podobnego do Twojego o życiu w UK i tak jak Ty mam niezbyt przychylną opinię o "tubylcach", która bardzo kontrastuje z ich wizerunkiem na arenie międzynarodowej. Dlatego podoba mi się strasznie i dziękuje Ci za napisanie wpisu, który mówi o aspektach życia w Holandii o których nie dowiesz się z czytania przewodnika turystycznego.

    Rozważamy właśnie z partnerem przerowadzkę do Holandii (jest opcja relokacji z jego firmy) i zastanawiam się czy warto. Niektóre cechy, które wspomniałaś wydają mi się całkiem sympatyczne typu - szczerość. Wiadomo, że nie jest miło gdy ktoś Cię obraża jednak po życiu 11 lat w UK doceniam w ludziach autentyczność i gdy mówią co myślą (niedoczekanie wśród Anglików, którzy są mili i poprawni politycznie, że aż mdli jednak skrycie nienawidzą imigrantów i izolują Cię "po cichu")

    Względem poczucia obcości to chyba nie mamy jako imigranci nigdy szansy by się totalnie zintegrować o czuć się kompletnie zaakceptowani. Może gdybyśmy imigrowali do biedniejszych krajów gdzie jako Polki bylibyśmy postrzegane jako ktoś z "zachodu" czy bogatszego kraju, byłoby inaczej. Tak jak Polacy kochają Anglików i Amerykanów, Włochów i Kanadyjczyków natomiast coraz częściej wieszają psy na Ukraińcach, nie mówiąc już o Syryjczykach itp. Ja skończyłam studia w UK, jestem tu od 19 roku życia, mowie po angielsku bez obcego akcentu a jednak nigdy nie poczułam się tu jak w domu.

    Co do Twoich sąsiadów to masz dużo lepiej niż my tutaj - Anglicy nie są w ogóle zainteresowani tematem sąsiedzkich znajomosci i nawet nie znam imion ludzi z sąsiednich domków, nie zamieniliśmy z nimi ani jednego słowa przez ostatnie dwa lata.

    Martwi mnie to co napisałaś o bullyingu w szkołach i tym otwartym śmianie się z Polaków bo to trochę przesada. W każdym wypadku dziękuje za wpis i przewertowały jeszcze dalej Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :)

      Myślę, choć nigdy nie mieszkałam w UK, że jako emigranci mamy podobny status w Holandii i UK. Są oczywiście pewne różnice, w Holandii szczerość do bólu, a w UK sztucznie mili, ale sprowadza się to do jednego: brak szczerości.

      Zapewne w każdym kraju są pewne preferencje co do pochodzenia imigrantów. Jako Polacy w Holandii mamy szczególnie trudno, a w Hiszpanii czułam się świetnie, choć tam też mają swoją "czarną listę krajów pochodzenia" (na szczęście Polski na niej nie ma). Różnica jest jednak taka, że w Holandii na pierwszym miejscu sprawdzają skąd jesteś, zostajesz odpowiednio zaszeregowana i tego już nie zmienisz.

      Myślę, że masz rację z emigracją do biedniejszego kraju. Ale myślę też, że są społeczeństwa w Europie Zachodniej, które mimo, że pochodzę z Polski, będą po bliższym poznaniu patrzeć na mnie jako na Ewę, a nie Polkę (tylko nie zrozum mnie źle, z bycia Polką jestem dumna, chodzi mi raczej o to, że jestem przede wszystkim człowiekiem :) ).

      Z przeprowadzką do Holandii trudno mi doradzać, ale jeśli się zdecydujecie to chyba lepiej wybrać duże miasto. Domki na przedmieściach wyglądają tu często uroczo i zachęcająco, ale atmosfera może być różna.

      Pozdrawiam i powodzenia!

      Usuń

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger