27 września

Dwa lata...


Dokładnie dwa lata temu dotarliśmy do Holandii. Najpierw, z pękającym z żalu sercem, pożegnaliśmy Barcelonę, później spędziliśmy cudowne chwile w Prowansji i Burgundii. Wtedy pomyśleliśmy, że to może dobrze, że rozstajemy się z Hiszpanią, bo jest w Europie jeszcze tyle cudownych miejsc do eksploracji. Świat należy do nas! Później spędziliśmy mile czas w Luksemburgu, od czasu do czasu zajadając się makaronikami. Szybko przejechaliśmy przez urokliwe Ardeny, a później Holandia... Pierwsze wrażenia? Mniej więcej takie:




I tak już zostało do dziś...

2 komentarze:

  1. Pierwsze wrażenie po przyjeździe do Holandii związane jest z naszym hotelem, w którym się zatrzymaliśmy. Bardzo nas niemile potraktowano. Niby nic, ale niesmak pozostaje.

    I właśnie moje dwa podstawowe zarzuty do życia w Holandii to właśnie czynnik ludzki i coś, co kłóci się z moją filozofią życiową. Jeśli chodzi o ludzi, to nadal ciężko znoszę, kiedy ktoś w sklepie mnie źle potraktuje. Nadal nie przyzwyczaiłam się do braku relacji sąsiedzkich. Nadal mnie zadziwia, jak bardzo zamknięci są Holendrzy. Podziwiam ich piękne domy, ale jednocześnie mam wrażenie, że oni żyją zamknięci w nich.

    A jeśli chodzi o moją filozofię życiową, to ja staram się budować szczęście wokół drobnych przyjemności dnia codziennego. Z Polski nie wyjeżdżaliśmy "za chlebem", tylko chcieliśmy czegoś więcej od życia, niż siedzenie w korporacji od rana do nocy. Staram się nie czekać na czas, kiedy wygram na loterii, będę bogata czy ruszę w podróż dookoła świata. Staram się cieszyć zjedzeniem dobrego posiłku, czy małą wycieczką z rodziną. A w Holandii niestety tak trudno mi wyszukiwać te drobne radości. Życia społecznego nie widać, nasz pobliski deptak jest pusty po 17 i ze znajomymi (obcokrajowcami) nie ma gdzie wyjść. Kulinarnie ciężko o pozytywne doznania. I zupełny brak kontaktu z naturą. Z przerażeniem patrzę, jak na okolicznych wydmach wycinają drzewa i stawiają plac zabaw dla dzieci.

    Więc to nie jest tak, że tu nie da się żyć, tylko bardzo tęsknię za szczęśliwszymi regionami. Gdzieś, gdzie codziennie mam szansę na coś przyjemnego. Chciałabym cieszyć się pogawędką z sąsiadem, miłym posiłkiem w lokalnym barze, czy spacerem z dziećmi po łące czy lesie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger